piątek, 31 lipca 2015

COTTON BALLS : )




Moja Córeczka dostała na swoje pierwsze urodziny prezent, który w sumie bardziej ucieszył Jej mamę, czyli mnie : D  Owym prezentem są tytułowe cotton balls, czyli zrobione z wełny różnego koloru kuleczki, czy też bombki – jak zwał tak zwał – które nałożone na zwykłe lampki choinkowe dają wspaniały efekt kiedy świecą. Zresztą kiedy nie  świecą też wyglądają fajnie, co można zaobserwować na poniższych zdjęciach : )   Ale oczywiście nie sfotografowałam ich po to, aby chwalić się tym co dostała moja Córka na urodziny. Nie martwcie się więc, nie będę zanudzać Was w kolejnych postach opisem każdego prezentu po kolei : )  Po prostu kiedy tak patrzyłam na te kulki pomyślałam sobie, że one również mogłyby stanowić fajny element dekoracji sali weselnej. Tym bardziej, że są dostępne w różnych różniastych kolorach : )  Te, które mam ja pasowałyby na pewno do mojej kolorystyki ślubnej : )  Moim zdaniem takie „ballsy” wyglądały by fajnie gdyby umieścić je np. za plecami pary młodej. Mogłyby tworzyć jakąś kompozycję właśnie w tym miejscu. Ale wyglądały by też bardzo dobrze na stole weselnym puszczone np. przez jego środek na całej jego długości. Lub tylko na części stołu zwanej prezydialną, czyli tam gdzie siedzą młodzi. Można też umieścić je w dużych, szklanych wazonach lub misach i porozstawiać w różnych miejscach sali. Wyobraźcie sobie jak pięknie musi to wyglądać, gdy robi się ciemno, światła na sali gasną i świecą się „nasze kuleczki : )    Ja to widzę, a Wy? : )   Fajnym pomysłem może być też wykorzystanie ich do sesji ślubnej. Ile głów tyle pomysłów, jak zawsze : )  





poniedziałek, 22 czerwca 2015

PRZYJAŹŃ




Mam wrażenie, że dzisiaj słowo przyjaciel często jest nadużywane. Zauważmy, że gdy mówimy komuś, że idziemy „na miasto” to najczęściej z kim idziemy? Oczywiście z przyjaciółmi. Do kina idziemy również z przyjaciółmi, czas wolny lubimy spędzać  z przyjaciółmi, itd., itd. Bardzo często, gdy słyszę, że „ktoś coś” z przyjaciółmi, to mam ochotę powiedzieć „w takim razie jesteś  szczęściarzem skoro masz aż kilku przyjaciół”. Niektórym przez całe życie nie jest dane mieć choć jednego……. Postanowiłam napisać na ten temat, bo uważam, że bądź co bądź, jest on powiązany ze ślubami. Pomoc oraz towarzyszenie w przygotowaniach do ślubu kogoś, komu możemy zaufać, kto jest nam bliski jest bardzo ważna. Dobrze jest mieć obok kogoś, kto prawdę Ci powie : )   Taką „najprawdziwszą prawdę”, jak choćby taką, że akurat ta sukienka okropnie na tobie leży, mimo że pani z salonu sądzi co innego. Kogoś kto wyperswaduje ci turkus na powiekach, czy przejmowanie się tym, że kokardki na zaproszeniach i buty ślubne mają zupełnie inny odcień różu…. : )
Czym dla mnie jest przyjaźń? Ciężko tak w kilku zdaniach  będzie mi to opisać, choć z pozoru wydawać by się mogło, że definicja jest prosta. Otóż dla mnie jest to przede wszystkim totalna szczerość, dbanie o szczegóły „związku”, poczucie, że możemy na kimś polegać. ZAWSZE. Jest to też poczucie, że jest się dla kogoś ważnym. Czasami niestety zdarza się, że źle lokujemy nasze „uczucia” i powierzamy  „funkcję” przyjaciela komuś, kto kompletnie nie zasługuje nawet  na naszą uwagę. I moim zdaniem jest to o wiele gorsze niż nie spotkać w ogóle osoby, którą mogłybyśmy nazwać przyjacielem. W tym wszystkim nie chodzi wcale  o kwestię dzwonienia do siebie codziennie, czy spotykania się i rozmawiania każdego dnia. Bo najlepsi przyjaciele potrafią nie rozmawiać ze sobą dniami, tygodniami, miesiącami, a i tak w momencie kiedy się spotkają, czują się jakby rozmawiali ze sobą dopiero wczoraj….   
Tak to wygląda według mojej „filozofii”. Oczywiście każdy ma inną i trzeba to uszanować. Ważne tylko, abyśmy używały słowa przyjaciel wobec tych, którzy naprawdę nimi są. Jak to rozpoznać? Tego mnie wiem. Czasami całymi latami jest obok nas ktoś, kogo nawet byśmy nie pomyślały nazwać swoim przyjacielem. Po prostu trzeba dać sobie szansę i trochę czasu na poznanie się, rozwinięcie zaufania, przywiązania i w końcu przyjaźni. Tak myślę : )





wtorek, 2 grudnia 2014

FACECI WOLĄ BLONDYNKI




Urodziła się 1 czerwca 1926 roku. Gdyby żyła miałaby dzisiaj 88 lat. Niestety odeszła będąc bardzo młodą, aczkolwiek dość doświadczoną przez los kobietą. Sama nie wiem od kiedy zaczęła mnie fascynować. Po prostu nie pamiętam. Paradoksem jest to, że nigdy nie obejrzałam żadnego filmu z Jej udziałem. Chyba nie tyle jestem fanką Jej talentu aktorskiego, co Jej samej. Interesuje mnie Jej osoba, Jej zagmatwane życie oraz tajemnicza śmierć, która do dzisiaj pozostaje zagadką. Uwielbiam patrzeć na Jej zdjęcia – potrafiła pozować jak nikt inny. I chyba niewielu udało się to co Jej. Do dzisiaj pozostaje ikoną świata filmu  i tak będzie pewnie jeszcze długo. Spełniło się więc Jej marzenie. Szkoda tylko, że tego nie doczekała… Jedno jest pewne, Marilyn Monroe albo się kocha, albo nienawidzi. Nie da się Jej lubić tak po prostu. Chciałabym przeczytać wszystkie książki jakie zostały o Niej napisane -  jak na razie udało mi się przebrnąć przez dwie. Jedna z nich to biografia Marilyn wpisana w fikcyjną fabułę, zdarzenia wymyślone przez autora. Aczkolwiek to właśnie z tej książki dowiedziałam się o Monroe więcej niż z  drugiej, która podobno jest najlepszą, jak do tej pory, biografią sławnej blondynki. Niestety, o ile pierwszą z książek czytało się przyjemnie, o tyle druga jest napisana dość zagmatwanym językiem. Według mnie autor stosuje tam za dużo pobocznych opisów. Interesująca była tylko końcówka, gdzie rozpatrywał różne wersje śmierci Marilyn Monroe. Zbliżają się święta i w liście do Świętego Mikołaja nie omieszkałam poprosić o kolejną książkę o kobiecie, która nadal fascynuje cały świat. Ciekawe czy tym razem dowiem się zupełnie czegoś nowego? A  może Mikołaj zaskoczy mnie jednym z  filmów, w których grała? W końcu nie wypada, abym jako Jej fanka nie miała zdania w kwestii Jej umiejętności aktorskich i aktorstwa jako takiego. Wszak było ono dla Marilyn nie tylko sposobem na zarabianie pieniędzy, ale i swego rodzaju ucieczką. Nie tylko od świata i szarej rzeczywistości, ale może nawet od ……….siebie samej?



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

ŚLUBNA RETROSPEKCJA



 
Uśmiechnięta kobieta w ciemnych włosach i różowej sukience długości 7/8 trzymająca w ręku bukiet. Obok elegancki mężczyzna, a także świadkowie i goście…… To nie scena z filmu. To zdjęcie moich Rodziców z Ich ślubu cywilnego. Właśnie kilka dni temu obchodzili 32 rocznicę zawarcia związku małżeńskiego. Przy takiej okazji często sięga się po pamiątki w postaci zdjęć. Człowiek zazwyczaj myśli wtedy „jak to zleciało”. Różowa sukienka mojej Mamy, którą miała założoną w tym dniu zainspirowała mnie do napisania tego posta. Pomyślałam sobie, że nie tylko czas od tamtego dnia, Ich dnia, minął tak szybko, ale także o tym,  jak to było kiedyś, a jak jest teraz. Co się zmieniło, a co nie w kwestii ślubów i wesel. W pierwszej chwili można stwierdzić, że zmieniło się wszystko. Ale chyba jednak nie do końca. Wiele rzeczy jest innych, to fakt. Najogólniej rzecz ujmując, można powiedzieć, że teraz  wszystko jest bardziej dostępne i jest tego więcej. Mam na myśli wszelkiego rodzaju „gadżety” ślubne oraz usługi w tej branży. Dlatego dzisiaj nie ma problemu z  zorganizowaniem wesela takiego, jakie tylko sobie wymarzyliśmy.  „Kiedyś”  wyczynem było nawet załatwienie sukni czy pojazdu, którym pojedzie się do ślubu. Tym co nie uległo zmianie są wszelkiego rodzaju, nazwijmy to,  tradycje takie jak błogosławieństwo przez rodziców czy oczepiny, jak również sama ceremonia zaślubin. Wszak przysięga małżeńska brzmi tak samo i nadal ślub kościelny to msza : ) A jednak i tutaj można doszukać się pewnych zmian. Najbardziej „widoczna” to ta, że dzisiaj nie ma już obowiązku pójścia najpierw do urzędu, a potem do kościoła. Ślub cywilny nie jest dzisiaj obowiązkowym. Można zdecydować się  na takie zawarcie małżeństwa, na sam ślub kościelny, bądź konkordatowy, czyli takie 2 w 1. Ale wzięcie najpierw ślubu cywilnego, a następnie kościelnego jest także możliwe, Niektóre pary decydują się wziąć ślub cywilny by,  na przykład, po dwóch latach pójść do ołtarza. Można i tak. U nas jeszcze nie jest to tak popularne, a przynajmniej nie w przypadku ślubów kościelnych, ale można ślubować sobie miłość w miejscu innym niż kościół. Na przykład na plaży. Ktoś kto napotkał na swej ślubnej drodze jakiekolwiek problemy ze znalezieniem odpowiedniego lokalu na przyjęcie weselne na pewno nie zdziwi się jak napiszę, że te kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu o taki lokal było łatwiej. Przyczyny tegoż „fenomenu” należy doszukiwać się w tym, że kiedyś bardzo często w ogóle nie trzeba było szukać wolnego miejsca w restauracji, gdyż wesela odbywały się w domach. Na wsiach nawet na podwórkach. To pozwalało wziąć ślub  także w dość krótkim terminie od dnia zaręczyn. Paradoksalnie, mimo braku wielu rzeczy oraz trudności w zorganizowaniu czegokolwiek,  załatwienie wszystkiego było prostsze i trwało krócej -  nigdzie nie trzeba było rezerwować terminów z pięcioletnim wyprzedzeniem. Zespoły czy fotograf byli dostępni praktycznie od razu. O kamerzystach nie wspominam, gdyż w tamtych czasach raczej mało kto decydował się na tę opcję. Myślę, że tych różnic jest naprawdę sporo, i gdyby tak chcieć każdą z nich opisać to nie wiem czy starczyłoby miejsca na blogu : ) Cóż, może kiedyś zdecyduję się na taki cykl postów opisujących wszystko co się zmieniło bardzo dokładnie. A tymczasem tak bardziej ogólnie : )  W zasadzie na myśl przyszła mi jeszcze jedna  zasadnicza różnica między „dawnymi czasami” a tym co jest dzisiaj. Wtedy byłoby ciężko zorganizować wesele takim, jakie można je zorganizować dzisiaj. Ale dzisiaj jak najbardziej  możliwe jest zorganizowanie ślubu i wesela w stylu tamtych lat : ))))

czwartek, 12 czerwca 2014

W CZYM NA WESELE?



Skoro ostatnio tak się rozwodziłam nad tym jakich sukienek nie wypada zakładać będąc gościem na weselu, to może tym razem powymądrzam się trochę odnośnie tego co założyć można : P  Aczkolwiek ekspertem modowym nie jestem, ani żadną stylistką gwiazd tym bardziej, więc wszystko co zawarte w tym poście czytacie na własną odpowiedzialność : P   W zasadzie cóż mogę powiedzieć. Skoro kolor biały czy kremowy jest raczej tym zakazanym dla gości, i skoro czarny, przynajmniej według niektórych, również nie wchodzi w grę, to oczywistym byłoby napisać, że dobry będzie strój w każdym innym kolorze. Brawa dla mnie za błyskotliwość !!!  : P   Skoro, także, fason zbyt śmiały niekonieczne jest mile widziany to warto zwrócić uwagę na to, aby kreacja, którą planujemy założyć - może niekoniecznie była sukieneczką do kolan z białym kołnierzykiem pod szyję -  nie była zbyt wyzywająca, i nazwijmy to, wulgarna. Bo po prostu nie wypada. Na stronie www.domodi.pl znalazłam trochę sukienek, które, uważam, jak najbardziej nadają się na wesele. Poza tym, warto czasem zajrzeć do Internetu właśnie, aby znaleźć jakąś podpowiedź odnośnie kreacji weselnej. Dzisiaj wiele stron oferuje zdjęcia gotowych zestawów, z których możemy czerpać inspiracje. Naprawdę warto czasem skorzystać.

Źródło: www.domodi.pl

Źródło: www.domodi.pl

Źródło: www.domodi.pl

Źródło: www.domodi.pl

Źródło: www.domodi.pl

Źródło: www.domodi.pl

Źródło: www.domodi.pl

Źródło: www.domodi.pl