piątek, 10 stycznia 2014

TORTU kawałek pierwszy : )




Dla niektórych być może sprawa banalna, dla innych nie. Tort weselny. Moja mama prawie dostała oczopląsu, gdy pokazałam Jej jakim, nie tylko cieszącym podniebienie, ale też oko „małym dziełem sztuki” może być tort weselny. Prawda jest taka, że cukiernie prześcigają się coraz bardziej w ofertach smaków oraz form tortów. Coraz częściej także, wzorem Stanów Zjednoczonych, po „wizycie zapoznawczej” para młoda może zabrać ze sobą do domu tzw. „próbki” tortów i ciast, aby wybrać te, które według niej smakują najlepiej. Mamy więc czas na zastanowienie się, nie musimy się spieszyć. Panie (i panowie) pracujący w branży cukierniczej chętnie doradzą prawie w każdej kwestii. Nie ma też problemów z mieszaniem ze sobą smaków, czy zaproponowaniem swojej własnej wizji wyglądu tortu. Wszystko według wymagań i potrzeb klienta. Kiedyś dominowały torty „oblepione” kremem, czy „wysmarowane” nim od środka aż po brzegi. Nie wspomnę o jeżykach, które dumnie zdobiły prawie wszystkie stoły komunijne. Mój też : P Dzisiaj coraz „modniejsze” stają się torty w stylu angielskim, czyli oblane i uformowane z masy marcepanowej, która może mieć kolor oraz kształt jaki kto sobie zażyczy. Masa ta jest przepyszna, ale naprawdę baaaaardzo słodka. Zjedzenie całego kawałka to zadanie dla wytrwałych : ) Z załatwieniem tortu nie trzeba się spieszyć, nie jest to priorytet, co oznacza, że spokojnie tę kwestię można sobie zostawić na później. Pamiętam, że ja kontaktowałam się z różnymi firmami jakieś 3 miesiące przed NASZYM  DNIEM, aby się czegoś dowiedzieć, dopytać o ofertę, itd.  W zasadzie wszędzie, choć chętnie udzielano mi informacji, usłyszałam, że najlepiej jest złożyć zamówienie i ustalić jego szczegóły mniej więcej około miesiąca przed ślubem. W jednej cukierni powiedzieli nawet, że wystarczy pojawić się dwa tygodnie wcześniej przed planowaną datą ślubu, aby wszystko uzgodnić. Podsumowując, choć rzeczywiście z załatwieniem sprawy tortu nie musimy się spinać, to warto rozeznać się troszeczkę wcześniej w tym co oferują różne cukiernie, aby później ze spokojem tylko podjąć decyzję : )


poniedziałek, 6 stycznia 2014

NOWY POST W Różowych Inspiracjach : D


PREZENT POD CHOINKĄ



 
Wspominałam już, że jestem wielką fanką Beyonce i Jej głosu. Nie będę więc rozpisywać się na temat tego jaka była moja radość, gdy pod choinką znalazłam dwie z Jej płyt. Wcześniej, na Mikołajki, również dostałam w prezencie płytę mojej ulubienicy. Oczywiście – żeby było jasne -  wszystkie trzy płyty są różne : ) Obecnie w mojej kolekcji nie ma  tylko dwóch pierwszych, które nagrała. Jednak nie o moich kolekcjach CD ma być ten post, lecz o najnowszej płycie Beyonce, która, jak słyszałam, budzi wiele różnych i skrajnych emocji. Mam oczywiście własne zdanie na temat tego krążka, którym chciałabym się z Wami podzielić. Po pierwszym przesłuchaniu doszłam do wniosku, że rzeczywiście jest to totalnie inny projekt muzyczny od Jej poprzednich. Pomyślałam nawet, że muzyka jest trochę nie w moim stylu (jestem fanką raczej „zwykłego” popu i wcale się tego nie wstydzę : P, choć nie zamykam się na innego rodzaju muzykę). Melodie brzmią trochę jak swego rodzaju muzyka klubowa. Piosenki należą raczej do utworów wolnych niż szybkich, więc, według mnie, nie da się do nich potańczyć. Jednak słucha się naprawdę super. Dodam, że tym, którzy są bardzo przyzwyczajeni do stylu muzycznego jaki Beyonce prezentowała do tej pory płyta może się nie spodobać. Natomiast ci, którzy nie bardzo przepadali za Jej popowymi kawałkami mogą tym razem znaleźć w Jej nowym repertuarze coś dla siebie. Podsumowując, chociaż się nie spodziewałam, bardzo polubiłam tę płytę. Chyba głównie za jej inność, która wspaniale podkreśla idealny głos Beyonce. Jestem także pełna podziwu za ogrom pracy jaki Mrs. Carter musiała włożyć w nagranie 17 teledysków, które znajdują się na płycie nr 2. A teraz, żeby nie było, że piszę nie na temat (w końcu blog jest ślubny, a nie muzyczny : ) ) zasugeruję, iż muzyka Beyonce jest idealna na rozkręcenie wieczoru panieńskiego. Z tymże raczej polecałabym w tym przypadku piosenki z czterech pierwszych płyt. Oczywiście jeśli ktoś tak jak ja lubi tę muzykę. Natomiast ostatni krążek polecam do słuchania przy bardziej spokojnych imprezach, na przykład spotkaniach w gronie znajomych przy dobrym winie : ) Dobrym pomysłem może też okazać się podarowanie parze młodej (jeśli są oczywiście fanami Beyonce) w prezencie ślubnym biletów na Jej koncert. Wprawdzie w Polsce już jeden  się odbył i na drugi na razie się nie zapowiada, ale w dobie dzisiejszych możliwości nie trudno „podjechać” do Berlina czy Londynu. A z tego co się orientuję Beyonce właśnie zaczyna kolejną turę koncertów po Europie : )


Przed koncertem Beyonce w Warszawie






środa, 1 stycznia 2014

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!
: ))))))))))))))))))))
 

ŻYCZĘ PRZEDE WSZYSTKIM ODWAGI W SPEŁNIANIU MARZEŃ

Kamila






sobota, 28 grudnia 2013

TARGI ŚLUBNE



Dla większości par nieodzownym punktem organizacji wesela jest odwiedzenie targów ślubnych. Nie oznacza to jednak, że jest to rzecz obowiązkowa. Nie każdy musi przecież chcieć uczestniczyć w takim wydarzeniu. Powodów może być wiele. Jak na przykład fakt, że niektóre pary decydują się na zorganizowanie ślubu w dość szybkim tempie. Wtedy, takie jest moje zdanie, zaprzątanie sobie głowy udziałem w targach to trochę strata czasu. Po drugie, niektórzy mogą mieć już swoją wizję tego, jak ma wyglądać wszystko od początku do końca i nie chcą, czy też nie potrzebują kolejnych inspiracji. Jeśli chodzi o moje odczucia po udziale w targach (bo nie omieszkałam na takowe pojechać : ) ) to szczerze mówiąc uważam, że chyba dałabym radę obyć się bez nich. Prawdą jest to, że zebrałam ogromną ilość broszur i kontaktów. Skorzystaliśmy wprawdzie z usług tylko dwóch firm „poznanych” na targach, ale nigdy nie wiadomo czy kiedyś komuś nie przyda się, któraś z moich ulotek : ) Tak więc znaleźliśmy firmę, która zrobiła nam winietki oraz pudełka na prezent dla Rodziców. Poznaliśmy także pana, który reprezentował sklep jubilerski z Gdańska, w którym później zakupiliśmy nasze obrączki : ) No i po przejrzeniu mnóstwa zaproszeń na żywo wiedziałam już (chociaż mniej więcej) jakie chcę. Podsumowując, nie będę dyskutować nad użytecznością targów, czy też jej brakiem. Każda para powinna zdecydować indywidualnie. Na przykład, niektórym udaje się „zorganizować” sobie prawie wszystko dzięki uczestniczeniu w targach. Niektórzy idą na nie, by tylko popatrzeć czy zainspirować się. Nieważne w jakiej grupie osób jesteście. Warto wziąć w nich udział chociażby z tego względu, aby móc wyrobić sobie własne zdanie na ten temat. Informację o tym kiedy targi ślubne odbywają się w Waszym mieście, czy też blisko miejsca Waszego zamieszkania najłatwiej znaleźć w Internecie oczywiście. W miastach, odpowiednio wcześniej, wiszą też plakaty informujące o tym wydarzeniu. Najczęściej odbywają się one na początku roku. W styczniu i lutym. Chociaż są  takie, które mają też miejsce (na przykład tzw. Międzyplanetarne Targi Ślubne)  na koniec roku. Warto więc być zorientowanym : )











poniedziałek, 23 grudnia 2013

Najserdeczniejsze życzenia
Cudownych świąt Bożego Narodzenia,
Ciepła i wielkiej radości,
Miłych oraz hojnych gości,
Pod choinką dużo prezentów,
A w Waszych sercach wiele sentymentów : D

Tego wszystkiego i jeszcze więcej na ten cudowny czas jakim są Święta Bożego Narodzenia, ale nie tylko - na co dzień również - życzy Wam Różowy Notatnik : )

Czyńmy każdy dzień naszym małym Bożym Narodzeniem, aby świat mógł stawać się piękniejszym : )

Wesołych Świąt!!! oraz mnóstwa ślubnych inspiracji

Kamila








piątek, 20 grudnia 2013

POTWIERDZAĆ, NIE POTWIERDZAĆ? Oto jest pytanie!



Skoro już jesteśmy przy tematyce tego co powinno znaleźć się w treści zaproszeń, postanowiłam nawiązać do jednej istotnej, według mnie, kwestii. Kwestii, która, nie ukrywam, trochę działa mi na nerwy. Od wielu par nasłuchałam się, że nie mam co liczyć na to, że goście (a przynajmniej większość) raczą potwierdzić przybycie. Nie bardzo chciałam wtedy wierzyć, że jeden krótki telefon bądź sms może rzeczywiście co niektórych przerastać. Dziwi mnie bardzo fakt, że gdy w końcu, wykończona czekaniem na jakiś znak od niektórych gości, zaczęłam wykonywać telefony,  często mogłam usłyszeć zaskoczenie w głosie rozmówcy dotyczące  potwierdzenia przybycia. Nie wspomnę już, że czasami miałam wrażenie jakby niektórzy w ogóle nie zauważyli, iż potwierdzić należy do konkretnej daty, podczas gdy taka informacja widniała w zaproszeniu jak byk (!)  Niestety miałam okazję przekonać się na własnej skórze, że jest tak, jak opowiadało mi wiele par. Czy w takim razie warto w ogóle zamieszczać prośbę o potwierdzenie? Mimo wszystko uważam, że tak. Musicie jednak być świadomi, że w niektórych (oby nielicznych) przypadkach trzeba będzie stoczyć ostrą walkę. Ja takową mam za sobą z jedną parą spośród wielu „niepotwierdzaczy”. Nie będę się aż tak bardzo  zgłębiać w istotę tego konkretnego „przypadku”, bo szkoda miejsca w poście. Powiem tylko, że nie tylko nie raczyli się odezwać, lecz także podczas mojego telefonu  (wykonanego w końcu kilka dni po wyznaczonym terminie) powiedzieli, że teraz nie są mi w stanie powiedzieć. Dałam im więc jeszcze jakiś tydzień, czy nawet dwa (!) na podjęcie ostatecznej decyzji. Mieli się odezwać. Znowu tego nie zrobili. Więc znowu musiałam zadzwonić  i łaskawie poprosić o decyzję. Powiedzieli, że będą. Nie przyszli…. NIE DALI mi też znać, że ich nie będzie. Wiecie, po tym doświadczeniu wnioski nasunęły mi się dwa. Albo część naszego społeczeństwa jest niezorganizowana i ma kłopoty z pamięcią, albo ludzie  nie umieją czytać ze zrozumieniem. Dziwne jest też dla mnie zaskoczenie ludzi, że trzeba było potwierdzić przybycie, podczas gdy dzisiaj praktycznie zawsze się o to prosi. I to nie tylko jeśli chodzi o  wesele. Więc trzeci wniosek może być następujący: niektórzy „nie ogarniają” życiowych spraw. Po prostu. Wiadomo, że są przypadki kiedy ktoś rzeczywiście nie jest w stanie dać znać w określonym terminie, ale wtedy wystarczy poprosić o więcej czasu na podjęcie decyzji i sprawa jest jasna. Takie wyjątki są poza dyskusją. Jednak zwykła ludzka ignorancja nie. Dla mnie wszystkie te „procedury” związane z potwierdzeniem są jak najbardziej czymś normalnym i oczywistym. W zasadzie pierwsza rzecz jaką robię po zapoznaniu się z treścią zaproszenia to zapoznanie się z datą, do której muszę dać  znać czy pojawię się na przyjęciu czy nie. Czy  naprawdę tak trudno dostosować się do czyjejś prośby?