poniedziałek, 10 lutego 2014

ZIMOWE DEKORACJE SALI I KOŚCIOŁA




 Biorąc ślub zimą, szczególnie w okolicach Bożego Narodzenia, mamy to szczęście, że wystrój kościoła w zasadzie nie musi zaprzątać nam głowy. Wszystko dlatego, że na ten wyjątkowy okres kościoły przeważnie są już udekorowane. Choinkami, światłami, zielonymi stroikami. Warto wtedy dobrze się zastanowić czy jakikolwiek inne elementy dekoracji są nam rzeczywiście niezbędne, czy też jednak odpowiedni nastrój są w stanie stworzyć te już istniejące. Jeśli stwierdzimy, że jednak czegoś nam brakuje dobrze by było, aby „nasze” dekoracje pasowały do tych, które już są. Jeżeli więc bardzo chcemy, aby ławki były przystrojone białymi tiulowymi kokardami to można dodać do nich gałązkę jemioły, lub sosny dodatkowo przystrojonej czymś w kolorze czerwonym, czy innym w zależności od tego, czym  (tzn. w jakim kolorze dekoracjami) przystrojona jest, na przykład, choinka w kościele. Wydawać by się mogło, iż za bardzo „nie poszalejemy” z dekoracjami kościoła w porze zimowej, jednak możliwości  jest wiele w zależności od tego czego chcemy, co nam się podoba i do czego namawia nas nasza wyobraźnia : ) Jeśli natomiast chodzi o salę to dobierając dekoracje musimy przede wszystkim zwrócić uwagę na ściany (o czym pisałam już przy okazji postu na temat wystroju sali). A dokładnie na ich kolor. Pierwsza zasada jest taka, że kolorystyka wesela nie powinna kłócić się z kolorystyką sali weselnej. Oczywiście nie twierdzę, że dekoracje powinny być takiego koloru jakiego są ściany w lokalu – to byłoby przegięcie : ) -  ale po prostu kolory nie powinny się ze sobą gryźć. O kolorach jakie „rządzą” zimą pisałam już wcześniej więc nie będę już poruszać tej tematyki. Jeśli chodzi o same elementy dekoracyjne, a mianowicie przedmioty, którymi możemy udekorować salę to warto tutaj wykorzystać np. lampiony na tzw. podgrzewacze. Występują najczęściej w kolorach białym, srebrnym i czerwonym, a więc akurat na zimę : ) Są dostępne na przykład w Ikei. Można też posypać obrus na stole sztucznymi śnieżynkami. Inne elementy jakie na pewno będą efektownie wyglądać zimą to różnego rodzaju kryształowe i szklane rzeczy, czy też te w kolorze starego złota. Do dyspozycji mamy między innymi: świeczniki, wazony, przeźroczyste bombki, itd. Również gałązki drzew wyglądające jak oszronione mogą być ciekawym elementem. Jeśli przy tym wszystkim jesteśmy osobami pomysłowymi i kreatywnymi to na pewno jesteśmy w stanie stworzyć wyjątkowe dekoracje nawet i ze świątecznych lampek : ) 







czwartek, 6 lutego 2014

ZIMOWA KOLORYSTYKA




Przy okazji postu o kolorystyce wesela wspomniałam, że jeśli mamy problem z podjęciem decyzji odnośnie kolorów jakie miałyby dominować na naszym ślubie, najłatwiej, czy też najlepiej poszukać inspiracji z otoczenia lub samej natury. Szczególnie w przypadku, gdy chcemy połączyć ze sobą dwa lub więcej kolorów. Jednak biorąc ślub w określonej porze roku warto także pomyśleć o kolorystyce najbardziej się z nią kojarzącą. Myślę, że większość z nas bez wahania prawidłowo kojarzy jaki kolor jest przypisany do danej pory roku. Jeśli chodzi o naszą tytułową zimę to najczęściej kojarzy nam się ona z: bielą, szarościami, kolorem niebieskim, srebrnym, czerwonym, zielonym czy złotym. Wybór więc jest. Przed swoim ślubem zdążyłam przejrzeć mnóstwo zdjęć przeróżnych dekoracji stołów, sal, kościołów, itd. i jeśli chodzi o porę zimową to najbardziej przypadły mi do gustu te w bieli oraz srebrze. Bardzo ładnie wygląda także połączenie koloru granatowego ze srebrnym lub białym. I właśnie jeśli decydujemy się na to by „rządziła” biel lub srebro to warto dodać do nich jeszcze jedną barwę. Na przykład wspomniany granat czy niebieski. Wtedy pani młoda może mieć dodatki w tymże właśnie drugim, dominującym kolorze. Białe czy srebrne dodatki również mogą być efektowne, ale jeśli zależy nam na dodaniu odrobiny ekstrawagancji do naszej białej sukni to jednak polecałabym, aby ich kolor je wyróżniał. Nie wszystkim oczywiście przypisane do danej pory roku barwy muszą przypadać do gustu, dlatego nie trzeba się ich tak ściśle trzymać. Jednak pudrowego różu z kremem, które dominowały na moim weselu raczej nie polecałabym na „zimowe” wesele, gdyż jest to raczej kolorystyka na wiosnę, a nawet bardziej na  lato. Nie jestem jakąś zatwardziałą zwolenniczką sztywnego trzymania się określonych zasad – warto czasem popłynąć pod prąd - jednak uważam, iż należy to robić z umiarem. Czy wyobrażacie sobie na przykład dekoracje oraz dodatki panny młodej w kolorze żółtym podczas zimy? Ja niekoniecznie. To już szybciej uszedłby „mój” pudrowy róż ; D I właśnie o tym mówię. Łamanie zasad i konwenansów jest ok, ale dobrze jest zachować w tej kwestii umiar i kierować się odrobiną rozsądku. No chyba , że nam nie zależy na jakimkolwiek dopasowaniu kolorystycznym – wtedy  najlepiej od razu postawić na pstrokaciznę : P







niedziela, 2 lutego 2014

ŚLUB ZIMĄ




Nie da się ukryć, że najczęściej wybieraną porą na śluby są miesiące od czerwca do sierpnia. Tak pewnie będzie już zawsze, chociaż  przybywa par, które uważają, że ślub latem jest przereklamowany. Na pewno mają sporo racji. Jednak, jak wszystko, także śluby latem i zimą mają swoje plusy i minusy. Po prostu każda para sama musi rozważyć co ma dla niej większe znaczenie, a co mniejsze, aby wybrać odpowiedni dla siebie czas na ten najważniejszy dzień w życiu. Ja osobiście nie miałabym nic przeciwko zorganizowaniu ślubu i wesela zimą, ale pod jednym warunkiem. Że miałabym pewność, iż będzie padał piękny puszysty śnieg i nie będzie tzw. pluchy, którą pani zima od kilku ładnych już lat nam serwuje. Tak, wiem, latem również nie mamy pewności, że będzie pięknie i ciepło skoro nawet w czerwcu temperatury potrafią spaść niemiłosiernie nisko. Pamiętam dokładnie jak w dzień poprawin mojej siostry marzłam w cieniutkiej tiulowej sukieneczce. Nie było to miłe. A był 10 czerwca…. Także tak naprawdę co do pogody nigdy nie będziemy mieli pewności, że lato obdarzy nas pięknym słonecznym dniem, a zima pięknie prószącym śniegiem. Pogoda niestety ostatnio płata nam figle. Pory roku się poprzesuwały, ledwo mamy wiosnę, a co dopiero lato. Na Boże Narodzenie często brakuje śniegu. Nawet nie wiem czy jesień jeszcze istnieje. Taka prawdziwa, polska. No dobrze, ale nie będziemy tutaj dywagować nad stanem naszego klimatu (chociaż może warto byłoby, abyśmy się zastanowili co dobrego możemy zrobić, aby poprawić „stan” matki ziemi), tylko nad wadami i zaletami ślubów w poszczególnych porach roku. Chociaż w zasadzie może nie powinnam pisać o wadach i zaletach, bo dla kogoś coś  jest zaletą i jednocześnie wadą dla drugiego. Powinnam raczej powiedzieć, że postaram się w poszczególnych postach pisać o tym, na co powinniśmy zwrócić uwagę planując ślub zimą, wiosną, latem czy jesienią. Skoro aktualnie przyszła (w końcu) dość sroga i śnieżna zima zaczniemy właśnie od tej pory roku. Gdy przyjdzie wiosna przejdziemy do wiosny itd. Nie omieszkam oczywiście między tymi cyklami nadal pisać o wszystkich sprawach, które należy załatwić przed dniem ślubu. A zostało ich jeszcze sporo – i bardzo dobrze : )



poniedziałek, 27 stycznia 2014

NOWY POST W Pink YOURSELF! : D


THINK POSITIVE : D


Psycholodzy, którzy co jakiś czas starają się dostarczyć nam coraz to nowszych „rewelacji” na temat ludzkiej psychiki, udowodnili także, że ogromny wpływ na jakość naszego życia ma to w jaki sposób o sobie myślimy. W jednym z numerów Cosmopolitana z zeszłego roku znalazłam artykuł o takiej właśnie tematyce. Autor pisze, że niestety w większości przypadków nie jesteśmy dla siebie mili. Tzn. w momencie kiedy zdarza nam się popełnić błąd, choćby najmniejszy, często mamy tendencję do „ganiania” siebie. Na przykład mówimy  do siebie w myślach „ale jestem głupia”. Nie bez powodu podałam przykład z przymiotnikiem w rodzaju żeńskim, gdyż ta „przypadłość” częściej dotyczy kobiet. Może dlatego, że niektóre z nas, lub większość,  ma w naturze drzemiące poczucie tego, że musimy sprostać wszystkim zadaniom jakie niesie nam życie oraz być perfekcjonistkami we wszystkim. A tak się nie da. Stan naszego umysłu jest ściśle powiązany ze stanem naszego zdrowia – to również już udowodniono. Dlatego im więcej w naszej głowie pozytywnych myśli, tym pozytywniej postrzegamy świat i tym szczęśliwsze jesteśmy. A co za tym idzie nasze samopoczucie jest lepsze. A gdy czujemy się dobrze ze sobą wszystko to widać w naszym wyglądzie. Nasza cera promienieje i ma zdrowszy wygląd. Przed ślubem zależy nam na promiennym wyglądzie tym  bardziej. Dlatego, Drogie Panie, myślmy o sobie pozytywnie. Nie chodzi  o to, że powinnyśmy postrzegać siebie w samych superlatywach i całkowiecie pozbyć się samokrytycyzmu. Lub też chwalić samych siebie w sytuacji, gdy, na przykład, zrobimy komuś przykrość. Chodzi o to, żebyśmy traktowały siebie i swoje potknięcia w taki sposób jakbyśmy potraktowały w takiej sytuacji naszą koleżankę lub przyjaciółkę. Czy przyjaciółce powiedziałybyście „ale jesteś głupia”? Raczej nie, Pewnie próbowałybyście ją przekonać, że przecież każdemu zdarza się palnąć coś nie tak, zrobić coś nie tak,czy zapomnieć o czymś. I tak samo traktujmy gafy, które same popełniamy. Nikt nie jest idealny, ale jakoś swojej serdecznej koleżance jesteśmy w stanie to "wybaczyć" i spojrzeć na nią po prostu jak na człowieka, który nie jest nieomylny. Dlaczego więc czasami mamy taki problem z samą sobą? Traktujmy siebie samą jak swoją przyjaciółkę : D                                                                                                                                                           

                                                                                                                                  

wtorek, 21 stycznia 2014

TORTU kawałek trzeci : )




Kawałek trzeci będzie o smaku postu kończącego „trylogię tortową” : ) Myślę, że w tym momencie powinnam przede wszystkim napisać skąd wzięliśmy z mężem nasze weselne słodkości. Otóż cukiernia wywodzi się z Kościerzyny (ma też swoje filie w Pruszczu Gdańskim oraz w Sopocie na Monciaku) i nazywa się Jarzębińscy. Szczerze mogę polecić. Ciasta smakują jakby zrobiła je mama lub babcia. Czyli po prostu po domowemu. Obsługa jest przesympatyczna i chętnie doradzi. I jak już wspominałam, nie było problemu, żeby nasz tort wyglądem odbiegał od tych, które mieli w katalogu. Dodam przy okazji, z takich informacji „technicznych”, jak liczy się ile tortu oraz ciasta należy zamówić na konkretną liczbę gości. Otóż co do tortu to trzeba liczyć około 10-12 kg na 80 gości. Co do ciast to na gościa standardowo przypada ok. 200 gram. W zasadzie wystarczy  podać w cukierni, z której bierzemy słodkości liczbę gości i oni już dobrze będą wiedzieli ile wszystkiego powinno być. U Jarzębińskich za tort zapłaciliśmy 330 zł, co znaczy, że kilogram kosztował nas 33 zł (!). W porównaniu z niektórymi cukierniami jest to naprawdę bardzo przystępna cena. Na przykład u Sowy, gdzie kilogram kosztuje 59 zł za 10 kilogramowy tort zapłacilibyśmy 590 zł. Inny przykład. Moja koleżanka miała na swoim weselu nie typowy tort, ale coś w rodzaju całości składającej się z małych torcików. Ogólnie zamysł był taki, że nie trzeba było go kroić, gdyż  każdy gość był częstowany jednym małym torcikiem. Smak podobno wyjątkowy i taki, którego nigdzie indziej nie było w ofercie (nie wiem, bo na weselu nie byłam). Tort pochodził z cukierni T.Deker. Na weselu było 110 gości. Za sam tort zapłacili około 1000 zł. Nie chodzi o to, że neguję to w jakiś sposób, gdyż każdy ma prawo zorganizować sobie wesele jak mu się podoba. Zmierzam tylko do tego, że naprawdę można mieć tanio, smacznie i  nie trzeba płacić dodatkowych pieniędzy za markę. Wystarczy tylko trochę się rozejrzeć, poszukać. Ja również o mało nie wydałabym  kwoty rzędu 1000 zł na tort. Na początku byłam nastawiona tylko na opcje ze „znanych” cukierni. Jednak po nitce do kłębka trafiliśmy na Jarzębińskich. Nie tylko zapłaciliśmy za całość (tzn. tort i wszystkie ciasta) 800 zł (różnica myślę jest widoczna, gdy porównamy to ze „znanymi” cukierniami), ale także dostaliśmy zniżkę, która jest zawsze w momencie, gdy kwota zamówienia przekracza 150 zł. I na koniec jeszcze jedna rzecz. Nie jesteśmy w stanie (nawet próbując milion ciast i tortów) przewidzieć, że to co wybierzemy na pewno będzie wszystkim smakowało. A wiadomo, że chcielibyśmy, aby tak właśnie było. Aby goście byli zadowoleni. Każdy jest inny i jak to mówią „wszystkim nie dogodzisz”. Jaki  jest więc najlepszy sposób, aby się przekonać, że  wybrane przez nas słodkości będą dobre? Tak naprawdę możemy to „sprawdzić” dopiero po fakcie, czyli po weselu. Po naszym nie został ani okruszek ciasta, ani tortu….  Dzień po poprawinach pojechaliśmy z mężem specjalnie do Jarzębińskich, aby dokupić ciast, które moglibyśmy zabrać dla kolegów z pracy oraz dla sąsiadów, którzy przynieśli życzenia i kwiaty. Najbardziej jednak ucieszył mnie fakt, że w poprawiny podchodziły do mnie osoby, które mówiły mi, że nie cierpią tortów, a na naszym weselu zjadły przynajmniej ze 3 kawałki. I to jest dowód na to, że czasami naprawdę warto poszukać „głębiej”, niż polegać tylko na tym co powszechnie znane. Do dzisiaj cukiernia Jarzębińskich jest  obowiązkowym punktem wstępu, gdy jesteśmy w Kościerzynie : )))