Biorąc ślub zimą, szczególnie w okolicach
Bożego Narodzenia, mamy to szczęście, że wystrój kościoła w zasadzie nie musi
zaprzątać nam głowy. Wszystko dlatego, że na ten wyjątkowy okres kościoły przeważnie
są już udekorowane. Choinkami, światłami, zielonymi stroikami. Warto wtedy
dobrze się zastanowić czy jakikolwiek inne elementy dekoracji są nam rzeczywiście
niezbędne, czy też jednak odpowiedni nastrój są w stanie stworzyć te już
istniejące. Jeśli stwierdzimy, że jednak czegoś nam brakuje dobrze by było, aby
„nasze” dekoracje pasowały do tych, które już są. Jeżeli więc bardzo chcemy,
aby ławki były przystrojone białymi tiulowymi kokardami to można dodać do nich
gałązkę jemioły, lub sosny dodatkowo przystrojonej czymś w kolorze czerwonym,
czy innym w zależności od tego, czym (tzn. w jakim kolorze dekoracjami)
przystrojona jest, na przykład, choinka w kościele. Wydawać by się mogło, iż za
bardzo „nie poszalejemy” z dekoracjami kościoła w porze zimowej, jednak
możliwości jest wiele w zależności od
tego czego chcemy, co nam się podoba i do czego namawia nas nasza wyobraźnia :
) Jeśli natomiast chodzi o salę to dobierając dekoracje musimy przede wszystkim
zwrócić uwagę na ściany (o czym pisałam już przy okazji postu na temat wystroju
sali). A dokładnie na ich kolor. Pierwsza zasada jest taka, że kolorystyka
wesela nie powinna kłócić się z kolorystyką sali weselnej. Oczywiście nie
twierdzę, że dekoracje powinny być takiego koloru jakiego są ściany w lokalu –
to byłoby przegięcie : ) - ale po prostu
kolory nie powinny się ze sobą gryźć. O kolorach jakie „rządzą” zimą pisałam
już wcześniej więc nie będę już poruszać tej tematyki. Jeśli chodzi o same
elementy dekoracyjne, a mianowicie przedmioty, którymi możemy udekorować salę
to warto tutaj wykorzystać np. lampiony na tzw. podgrzewacze. Występują najczęściej
w kolorach białym, srebrnym i czerwonym, a więc akurat na zimę : ) Są dostępne
na przykład w Ikei. Można też posypać obrus na stole sztucznymi śnieżynkami. Inne
elementy jakie na pewno będą efektownie wyglądać zimą to różnego rodzaju kryształowe i szklane rzeczy, czy też te w kolorze starego złota. Do dyspozycji mamy między innymi: świeczniki, wazony, przeźroczyste bombki, itd. Również gałązki
drzew wyglądające jak oszronione mogą być ciekawym elementem. Jeśli przy tym wszystkim
jesteśmy osobami pomysłowymi i kreatywnymi to na pewno jesteśmy w stanie
stworzyć wyjątkowe dekoracje nawet i ze świątecznych lampek : )
poniedziałek, 10 lutego 2014
czwartek, 6 lutego 2014
ZIMOWA KOLORYSTYKA
Autor:
Kamila
Przy okazji postu o kolorystyce
wesela wspomniałam, że jeśli mamy problem z podjęciem decyzji odnośnie kolorów
jakie miałyby dominować na naszym ślubie, najłatwiej, czy też najlepiej
poszukać inspiracji z otoczenia lub samej natury. Szczególnie w przypadku, gdy
chcemy połączyć ze sobą dwa lub więcej kolorów. Jednak biorąc ślub w określonej
porze roku warto także pomyśleć o kolorystyce najbardziej się z nią kojarzącą.
Myślę, że większość z nas bez wahania prawidłowo kojarzy jaki kolor jest
przypisany do danej pory roku. Jeśli chodzi o naszą tytułową zimę to najczęściej
kojarzy nam się ona z: bielą, szarościami, kolorem niebieskim, srebrnym,
czerwonym, zielonym czy złotym. Wybór więc jest. Przed swoim ślubem zdążyłam przejrzeć
mnóstwo zdjęć przeróżnych dekoracji stołów, sal, kościołów, itd. i jeśli chodzi
o porę zimową to najbardziej przypadły mi do gustu te w bieli oraz srebrze. Bardzo
ładnie wygląda także połączenie koloru granatowego ze srebrnym lub białym. I
właśnie jeśli decydujemy się na to by „rządziła” biel lub srebro to warto dodać
do nich jeszcze jedną barwę. Na przykład wspomniany granat czy niebieski. Wtedy
pani młoda może mieć dodatki w tymże właśnie drugim, dominującym kolorze. Białe
czy srebrne dodatki również mogą być efektowne, ale jeśli zależy nam na dodaniu
odrobiny ekstrawagancji do naszej białej sukni to jednak polecałabym, aby ich kolor
je wyróżniał. Nie wszystkim oczywiście przypisane do danej pory roku barwy muszą
przypadać do gustu, dlatego nie trzeba się ich tak ściśle trzymać. Jednak
pudrowego różu z kremem, które dominowały na moim weselu raczej nie polecałabym
na „zimowe” wesele, gdyż jest to raczej kolorystyka na wiosnę, a nawet bardziej
na lato. Nie jestem jakąś zatwardziałą
zwolenniczką sztywnego trzymania się określonych zasad – warto czasem popłynąć
pod prąd - jednak uważam, iż należy to robić z umiarem. Czy wyobrażacie sobie
na przykład dekoracje oraz dodatki panny młodej w kolorze żółtym podczas zimy?
Ja niekoniecznie. To już szybciej uszedłby „mój” pudrowy róż ; D I właśnie o tym
mówię. Łamanie zasad i konwenansów jest ok, ale dobrze jest zachować w tej
kwestii umiar i kierować się odrobiną rozsądku. No chyba , że nam nie zależy na
jakimkolwiek dopasowaniu kolorystycznym – wtedy najlepiej od razu postawić na pstrokaciznę : P
niedziela, 2 lutego 2014
ŚLUB ZIMĄ
Autor:
Kamila
Nie da się ukryć, że najczęściej
wybieraną porą na śluby są miesiące od czerwca do sierpnia. Tak pewnie będzie
już zawsze, chociaż przybywa par, które
uważają, że ślub latem jest przereklamowany. Na pewno mają sporo racji. Jednak,
jak wszystko, także śluby latem i zimą mają swoje plusy i minusy. Po prostu
każda para sama musi rozważyć co ma dla niej większe znaczenie, a co mniejsze,
aby wybrać odpowiedni dla siebie czas na ten najważniejszy dzień w życiu. Ja osobiście
nie miałabym nic przeciwko zorganizowaniu ślubu i wesela zimą, ale pod jednym
warunkiem. Że miałabym pewność, iż będzie padał piękny puszysty śnieg i nie
będzie tzw. pluchy, którą pani zima od kilku ładnych już lat nam serwuje. Tak,
wiem, latem również nie mamy pewności, że będzie pięknie i ciepło skoro nawet w
czerwcu temperatury potrafią spaść niemiłosiernie nisko. Pamiętam dokładnie jak
w dzień poprawin mojej siostry marzłam w cieniutkiej tiulowej sukieneczce. Nie
było to miłe. A był 10 czerwca…. Także tak naprawdę co do pogody nigdy nie
będziemy mieli pewności, że lato obdarzy nas pięknym słonecznym dniem, a zima
pięknie prószącym śniegiem. Pogoda niestety ostatnio płata nam figle. Pory roku
się poprzesuwały, ledwo mamy wiosnę, a co dopiero lato. Na Boże Narodzenie
często brakuje śniegu. Nawet nie wiem czy jesień jeszcze istnieje. Taka
prawdziwa, polska. No dobrze, ale nie będziemy tutaj dywagować nad stanem
naszego klimatu (chociaż może warto byłoby, abyśmy się zastanowili co dobrego
możemy zrobić, aby poprawić „stan” matki ziemi), tylko nad wadami i zaletami
ślubów w poszczególnych porach roku. Chociaż w zasadzie może nie powinnam pisać
o wadach i zaletach, bo dla kogoś coś jest zaletą i jednocześnie wadą dla drugiego.
Powinnam raczej powiedzieć, że postaram się w poszczególnych postach pisać o
tym, na co powinniśmy zwrócić uwagę planując ślub zimą, wiosną, latem czy
jesienią. Skoro aktualnie przyszła (w końcu) dość sroga i śnieżna zima
zaczniemy właśnie od tej pory roku. Gdy przyjdzie wiosna przejdziemy do wiosny itd.
Nie omieszkam oczywiście między tymi cyklami nadal pisać o wszystkich sprawach,
które należy załatwić przed dniem ślubu. A zostało ich jeszcze sporo – i bardzo
dobrze : )
poniedziałek, 27 stycznia 2014
THINK POSITIVE : D
Autor:
Kamila
Psycholodzy, którzy co jakiś czas starają się dostarczyć nam coraz to
nowszych „rewelacji” na temat ludzkiej psychiki, udowodnili także, że ogromny
wpływ na jakość naszego życia ma to w jaki sposób o sobie myślimy. W jednym z
numerów Cosmopolitana z zeszłego roku
znalazłam artykuł o takiej właśnie tematyce. Autor pisze, że niestety w
większości przypadków nie jesteśmy dla siebie mili. Tzn. w momencie kiedy
zdarza nam się popełnić błąd, choćby najmniejszy, często mamy tendencję do „ganiania”
siebie. Na przykład mówimy do siebie w
myślach „ale jestem głupia”. Nie bez powodu podałam przykład z przymiotnikiem w
rodzaju żeńskim, gdyż ta „przypadłość” częściej dotyczy kobiet. Może dlatego,
że niektóre z nas, lub większość, ma w
naturze drzemiące poczucie tego, że musimy sprostać wszystkim zadaniom jakie
niesie nam życie oraz być perfekcjonistkami we wszystkim. A tak się nie da. Stan
naszego umysłu jest ściśle powiązany ze stanem naszego zdrowia – to również już
udowodniono. Dlatego im więcej w naszej głowie pozytywnych myśli, tym
pozytywniej postrzegamy świat i tym szczęśliwsze jesteśmy. A co za tym idzie nasze samopoczucie jest lepsze. A gdy czujemy się dobrze ze sobą wszystko to widać w naszym wyglądzie. Nasza cera promienieje i ma zdrowszy wygląd. Przed ślubem zależy nam na promiennym wyglądzie tym
bardziej. Dlatego, Drogie Panie, myślmy o sobie pozytywnie. Nie chodzi o to,
że powinnyśmy postrzegać siebie w samych superlatywach i całkowiecie pozbyć się
samokrytycyzmu. Lub też chwalić samych siebie w sytuacji, gdy, na przykład,
zrobimy komuś przykrość. Chodzi o to, żebyśmy traktowały siebie i swoje
potknięcia w taki sposób jakbyśmy potraktowały w takiej sytuacji
naszą koleżankę lub przyjaciółkę. Czy przyjaciółce powiedziałybyście „ale
jesteś głupia”? Raczej nie, Pewnie próbowałybyście ją przekonać, że przecież
każdemu zdarza się palnąć coś nie tak, zrobić coś nie tak,czy zapomnieć o
czymś. I tak samo traktujmy gafy, które same popełniamy. Nikt nie jest idealny, ale jakoś swojej serdecznej koleżance jesteśmy w stanie to "wybaczyć" i spojrzeć na nią po prostu jak na człowieka, który nie jest nieomylny. Dlaczego więc czasami mamy taki problem z samą sobą? Traktujmy siebie samą jak swoją
przyjaciółkę : D
wtorek, 21 stycznia 2014
TORTU kawałek trzeci : )
Autor:
Kamila
Kawałek trzeci będzie o smaku
postu kończącego „trylogię tortową” : ) Myślę, że w tym momencie powinnam
przede wszystkim napisać skąd wzięliśmy z mężem nasze weselne słodkości.
Otóż cukiernia wywodzi się z Kościerzyny (ma też swoje filie w Pruszczu
Gdańskim oraz w Sopocie na Monciaku) i nazywa się Jarzębińscy. Szczerze mogę
polecić. Ciasta smakują jakby zrobiła je mama lub babcia. Czyli po prostu po
domowemu. Obsługa jest przesympatyczna i chętnie doradzi. I jak już wspominałam,
nie było problemu, żeby nasz tort wyglądem odbiegał od tych, które mieli w
katalogu. Dodam przy okazji, z takich informacji „technicznych”, jak liczy się
ile tortu oraz ciasta należy zamówić na konkretną liczbę gości. Otóż co do
tortu to trzeba liczyć około 10-12 kg na 80 gości. Co do ciast to na gościa
standardowo przypada ok. 200 gram. W zasadzie wystarczy podać w cukierni, z której bierzemy słodkości
liczbę gości i oni już dobrze będą wiedzieli ile wszystkiego powinno być. U
Jarzębińskich za tort zapłaciliśmy 330 zł, co znaczy, że kilogram kosztował nas
33 zł (!). W porównaniu z niektórymi cukierniami jest to naprawdę bardzo przystępna
cena. Na przykład u Sowy, gdzie kilogram kosztuje 59 zł za 10 kilogramowy tort zapłacilibyśmy
590 zł. Inny przykład. Moja koleżanka miała na swoim weselu nie typowy tort,
ale coś w rodzaju całości składającej się z małych torcików. Ogólnie zamysł był
taki, że nie trzeba było go kroić, gdyż każdy
gość był częstowany jednym małym torcikiem. Smak podobno wyjątkowy i taki,
którego nigdzie indziej nie było w ofercie (nie wiem, bo na weselu nie byłam). Tort
pochodził z cukierni T.Deker. Na weselu było 110 gości. Za sam tort zapłacili
około 1000 zł. Nie chodzi o to, że neguję to w jakiś sposób, gdyż każdy ma
prawo zorganizować sobie wesele jak mu się podoba. Zmierzam tylko do tego, że
naprawdę można mieć tanio, smacznie i
nie trzeba płacić dodatkowych pieniędzy za markę. Wystarczy tylko trochę
się rozejrzeć, poszukać. Ja również o mało nie wydałabym kwoty rzędu 1000 zł na tort. Na początku byłam
nastawiona tylko na opcje ze „znanych” cukierni. Jednak po nitce do kłębka trafiliśmy
na Jarzębińskich. Nie tylko zapłaciliśmy za całość (tzn. tort i wszystkie ciasta)
800 zł (różnica myślę jest widoczna, gdy porównamy to ze „znanymi”
cukierniami), ale także dostaliśmy zniżkę, która jest zawsze w momencie, gdy kwota zamówienia przekracza 150 zł. I na koniec jeszcze jedna rzecz. Nie
jesteśmy w stanie (nawet próbując milion ciast i tortów) przewidzieć, że to co
wybierzemy na pewno będzie wszystkim smakowało. A wiadomo, że chcielibyśmy, aby tak właśnie było. Aby goście byli zadowoleni. Każdy jest inny i jak
to mówią „wszystkim nie dogodzisz”. Jaki jest więc najlepszy sposób, aby się przekonać,
że wybrane przez nas słodkości będą
dobre? Tak naprawdę możemy to „sprawdzić” dopiero po fakcie, czyli po weselu. Po naszym nie
został ani okruszek ciasta, ani tortu….
Dzień po poprawinach pojechaliśmy z mężem specjalnie do Jarzębińskich,
aby dokupić ciast, które moglibyśmy zabrać dla kolegów z pracy oraz dla
sąsiadów, którzy przynieśli życzenia i kwiaty. Najbardziej jednak ucieszył mnie
fakt, że w poprawiny podchodziły do mnie osoby, które mówiły mi, że nie cierpią
tortów, a na naszym weselu zjadły przynajmniej ze 3 kawałki. I to jest dowód na
to, że czasami naprawdę warto poszukać „głębiej”, niż polegać tylko na tym co
powszechnie znane. Do dzisiaj cukiernia Jarzębińskich jest obowiązkowym punktem wstępu, gdy jesteśmy w
Kościerzynie : )))
Subskrybuj:
Posty (Atom)














