środa, 4 czerwca 2014

PROPOZYCJE DLA WIOSENNEJ PANNY MŁODEJ

Często staram się podkreślać, że  swoimi opiniami absolutnie nie chcę nic nikomu narzucać. Dlatego też moje rady, sugestie czy spostrzeżenia na temat choćby sukni ślubnej (jak i na każdy inny opisany na blogu) są tylko i wyłącznie, jak sama nazwa wskazuje, radami, sugestiami i spostrzeżeniami. To, że według mnie jakiś model, czy fason sukienki bardziej pasuje na przykład na lato, nie oznacza, że panny młode, które biorą ślub zimą nie mogą takiej sukni założyć. Wszystko jest naprawdę sprawą bardzo indywidualną. Ja dzielę się jedynie swoimi uwagami, które dotyczą między innymi faktu, że czasami w pewnych kwestiach warto wziąć pod uwagę choćby porę roku właśnie. Ok, to tyle gwoli wyjaśnienia : ) Poszperałam trochę i znalazłam kilka propozycji sukien, które są zwiewne i lekkie, i które, według mnie, byłyby idealne na ślub wiosną. Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony internetowej salonu LANGORIA w Gdańsku (www.langoria.pl). Oto one : )










Zachęcam też do odwiedzenia osobiście lub poprzez stronę internetową salonów: BIANKA (www.salonslubnybianka.pl) oraz NAOMI (www.suknienaomi.pl), które mieszczą się w Starogardzie Gdańskim.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

piękna pogoda, piątkowy ślub i SUKIENKA KASI : )




Zgodnie z zapowiedzią nadszedł czas, by opisać kreację Pani Młodej numer 1 : )  Zacznę od tego, że Kasia zdecydowała się nie na zakup czy wypożyczenie sukienki, ale na jej uszycie. Według mnie jest to naprawdę odważna decyzja, gdyż w takim wypadku trzeba  dobrze wiedzieć czego się chce oraz - albo przede wszystkim - zaufać osobie, która tym szyciem się zajmie. Ja również na samym początku rozważałam uszycie swojej sukni ślubnej. Jednak koniec końców postanowiłam, że muszę znaleźć taką, która będzie mi odpowiadać i już. A to dlatego, że nie byłam w stanie określić czego dokładnie chcę i jak suknia ma wyglądać. Nie umiałam po prostu w  żaden sposób nic „zaprojektować”.  Poza tym decydując się na uszycie sukni musicie pamiętać Drogie Panie, że przez bardzo długi czas nie będziecie widziały jak ona będzie dokładnie wyglądała. Chyba, że naprawdę macie zdolność widzenia efektu końcowego w pospinanych na Was szpilkami płachtach materiału. Ale wyobraźnia to jedno, a rzeczywistość to drugie. Jakiś czas temu szyjąc sukienkę przeżyłam małe rozczarowanie efektem końcowym, więc wiem o czym mówię. Może też ze względu na ten „uraz” nie zdecydowałam się jednak na uszycie sukni ślubnej? Co nie oznacza, że zniechęcam kogokolwiek do krawcowych. Chcę tylko podkreślić, że naprawdę  ważne jest, by powierzyć to zadanie komuś zaufanemu. Dużym plusem uszycia sukienki jest na pewno to, że możemy „szaleć” do woli - tzn. można ją zaprojektować tak, by była  całością „poskładaną” z tego co nam się podoba w kilku różnych kreacjach znalezionych w katalogu, czy Internecie. Ileż to razy człowiek oglądając zdjęcia sukien ślubnych myśli sobie: ”gdyby ta miała to, a ta miała tamto z tamtej, to byłaby idealna”. Ok., może wyszło trochę masło maślane, ale my kobiety dobrze wiemy o co chodzi, prawda? : ) Minusem może być to - zależy jak kto na to patrzy -  że sukienka staje się naszą własnością, w skutek czego będziemy mieć kłopot z jej sprzedażą. No chyba, że chcemy ją zatrzymać na pamiątkę. Plus - podczas sesji można się wydurniać do woli – skakać do wody, biegać po błocie, jeździć czołgiem - czego nie zrobimy z sukienką wypożyczoną. No dobrze, ale chyba czas na jakąś moją opinię, która, od razu zapowiadam, będzie pozytywna. Ale wcale nie dlatego, że obiecałam Kasi, iż po wymęczeniu tego posta prześlę Jej do niego link : P   Zacznę od tego, że według mnie suknia bardzo pasowała do pory roku. Nie była „ciężka”, tylko lekka, zwiewna, bardzo na ślub wiosną. Po drugie, sukienka nie była na kole ani na żadnej takiej podtrzymującej halce czy stelażu, więc miała bardzo prosty, a nie rozłożysty krój, który idealnie podkreślał filigranową figurę Pani Młodej. Po trzecie, gorset nie był zdobiony żadnymi kwiatami 3D, masywnymi cekinami, itp. Tak samo spódnica - była prosta, nie zdobiona, żadnych koronek czy drapowań tworzących wrażenie, że mamy do czynienia z wielką bezą – ani krzty przepychu i przesadyzmu.  Podobało mi się również to, że Kasia miała sukienkę zapinaną na guziczki, co jest ładniejsze, według mnie, niż tradycyjne wiązania gorsetowe. Aczkolwiek moja suknia miała gorset wiązany. Ze względu na to, że była wypożyczona, nie mogłam dokonywać w niej drastycznych modyfikacji, więc zamiana wiązania na guziki czy zamek nie wchodziła w grę. Welon, mimo że jestem ich przeciwniczką, pięknie dopełniał całości. Był prosty, bez żadnych haftowanych kwiatków i o idealnej, według mnie, długości. Podsumowując, skromnie, zwiewnie, elegancko, bez udziwnień. Zresztą po co mam dalej się rozpisywać – słowa nigdy w pełni nie oddadzą obrazu.  Oceńcie więc sami : D


sobota, 31 maja 2014

MARATON ŚLUBNY : )



 
Miniony tydzień był dla mnie bardzo intensywny. A w zasadzie jego końcówka. Nigdy nie przypuszczałabym, że zdarzy mi się kiedykolwiek być na dwóch weselach. I to dzień po dniu : ) Jak to możliwe? Oczywiście jedna z par miała ślub w piątek, a druga w sobotę. Wszystko prawie na dwóch różnych końcach Polski. No dobra, może trochę przesadzam : /  Do pary numer jeden, czyli naszych znajomych Kasi i Przemka, pognaliśmy na ślub do Torunia. Do pary numer dwa, czyli mojej Kuzynki Kasi oraz Bartka, zerwaliśmy się na drugi dzień z rana, by zdążyć dojechać do Węgorzewa na Mazurach. Był to dla mnie i dla męża niezły maraton, tym bardziej, że akurat trafiły się upalne dni. Możecie sobie tylko wyobrazić jak ciężko jest znieść tyle godzin podróży samochodem w słońcu. No ale daliśmy radę : ) Dobrze, ale nie o przejechanych w słońcu kilometrach mają być moje wywody : )  W końcu byłam na dwóch weselach pod rząd, więc mam o czym opowiadać  : ) Pewnie nie o wszystkim od razu, ale myślę, że w  najbliższym czasie pojawi się mnóstwo  jakichś relacji i ciekawostek. Dodam jeszcze, że od czasu mojego własnego były to pierwsze śluby, na których byłam. Cieszę się więc, że mam jakieś „świeże” , nowe,  ślubne wrażenia i doświadczenia do opisania. Oczywiście zdjęcia również mam – z wielkim skupieniem robiłam ich miliony, żeby tylko mieć z czego wybierać. Jak sobie o tym wspomnę to żal mi tylko trochę mojego męża, gdyż nie mógł ruszyć rosołu dopóki nie porobiłam zdjęć winietek, prezencików i dekoracji stołu tak, by były jeszcze w nienaruszonym stanie : ) Mam też wrażenie, iż mam tyle do opowiedzenia, że długo zajęło mi  zastanawianie się od czego zacząć. Aż w końcu mnie olśniło! No przecież od sukienki panny młodej : )  Dla nas kobiet jest to zawsze temat numer jeden jeśli chodzi o wesele i tak już chyba zostanie : ) A ja mam w zanadrzu aż dwie panny młode i dwie totalnie  różne kreacje ślubne, co jest oczywiście na plus dla mnie, gdyż będę miała o czym pisać, porównywać, wypowiadać się : ) Żeby było sprawiedliwie zaczniemy od pani młodej, która miała ślub w piątek, czyli od Kasi numer 1.  Coming soon…… ; D

czwartek, 29 maja 2014

WINIETKI - ustawienie




Zastanawiałam się czy jest coś jeszcze co mogłabym dodać w temacie winietek. Przyszło mi do głowy, że może warto wspomnieć o ich ustawieniu. Ale spokojnie, nie będę się wymądrzać o tym, gdzie która winietka powinna stać – czy ta z napisem ciocia Kazia bliżej rogu stołu czy jednak na środku ; D   Chodzi mi o to, że warto wcześniej powiadomić lokal, w którym ma się odbyć nasze przyjęcie, że takie winietki pojawią się na naszym weselu. Oczywiście jeśli kierownik sali czy manager o to nie zapytają. Zazwyczaj jednak obsługa „doświadczona” organizacją wesel sama wie o co dopytać. Czasami jednak coś może komuś umknąć  - w końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Dlatego dobrze jest kiedy my, para młoda, również się solidnie przygotujemy, zanotujemy różne pytania czy kwestie do poruszenia – nawet te najbardziej oczywiste. Więc, o co chodzi z tym ustawieniem winietek? O nic innego jak o ustalenie czy para młoda lub ich świadkowie lub może jeszcze ktoś inny z rodziny ma to zrobić dzień wcześniej, czy może zrobi to ktoś z obsługi sali. Jak się okazuje rożnie to bywa. Na przykład, u mojej siostry było tak, że to ja i ona pojechałyśmy dzień wcześniej ustawić bileciki z nazwiskami. I  dlatego chyba wydawało mi się, że tak jest wszędzie, bo jak zapytałam w Szarlocie o której najlepiej miałabym podjechać w czwartek, żeby porozstawiać winietki to jakież było moje zdziwienie kiedy pan Gienio (kierownik sali, bardzo miły pan : ) ) powiedział mi, że obsługa się wszystkim zajmie. Wystarczyło więc tylko, że przygotowaliśmy wcześniej sobie z mężem rozpiskę w Excelu – odwzorowaliśmy ustawienie stołów  „z lotu ptaka” i „usadziliśmy” przy nich odpowiednio  kolejne nazwiska. Tak gotowy dokument przesłaliśmy do Szarloty. Potem należało już tylko dostarczyć winietki : ) Dodam, że obsługa spisała się dobrze – każda stała na swoim miejscu : D

wtorek, 27 maja 2014

WINIETKI-PREZENCIKI




Winietki z nazwiskami jak i prezenciki-podziękowania dla gości weselnych  również należą do dekoracji stołu weselnego. Nie muszą być przy tym nie wiadomo jak wymyślne czy dekoracyjne. Wystarczy, że, przede wszystkim, są wykonane ze starannością. Mogą one (winietki jak i prezenciki) także stanowić – jak w przypadku innych dekoracji czy elementów – jedną całość z kolorystyką czy motywem przewodnim wesela, ale oczywiście nie muszą . Jak zawsze wybór i decyzja zależy od Państwa Młodych (no dobra,  bardziej od Pani Młodej ; P ), ich wyobraźni oraz tego co im się podoba. Nie muszę chyba mówić, że w moim przypadku winietki jak najbardziej współgrały z całą resztą : )  Kolorystycznie oczywiście. Dodatkowo  były nie tylko winietkami, ale także prezencikiem–podziękowaniem dla gości. Na ten „patent” natrafiłam również zupełnie przypadkowo – jak na pomysł z udekorowaniem wstążką i cekinami świeczników – przeglądając Internet. Znalazłam zdjęcie, na którym winietka to było pudełeczko, w którym ukryte było coś słodkiego dla każdego gościa. Pomyślałam, że również chciałabym mieć coś takiego. Wprawdzie nie znalazłam takich samych pudełeczek jak na owym zdjęciu, ale moim zdaniem znalazłam ładniejsze. Nasze winietki-prezenciki to były pudełeczka w kształcie serca. Dodatkowo przewiązane były kremową kokardką (serce oczywiście było w kolorze jasnego różu : ) )  Przez kokardkę przewleczony był bilecik z imieniem i nazwiskiem, natomiast z drugiej strony pudełeczka przyklejona była karteczka z krótkim wierszykiem-podziękowaniem. W środku umieściliśmy małe, słodkie, kwadratowe czekoladki : ) Cały „zestaw” zamówiliśmy w sklepie internetowym Venarti (www.venarti.pl), o którym już miałam okazję wspomnieć – to właśnie od nich zamówiliśmy drewniane etui na płyty CD z podziękowaniami dla rodziców.  Warto, decydując się na zakup takich czy innych pudełeczek, zorientować się wcześniej czy dotrą one do nas już złożone, czy też trzeba będzie je złożyć samemu, jak to było w naszym przypadku. My musieliśmy: złożyć pudełeczko, włożyć czekoladkę, stworzyć kokardkę oraz przewlec bilecik z nazwiskiem i wszystko ładnie zawiązać. Zajęło nam to nie mało czasu, bo 6 godzin. Nie ukrywam, że po takim pudełkowym i kokardkowym maratonie byłam dość zmęczona. A wszystko musiało być gotowe na następny dzień, gdyż rano trzeba było zawieźć winietki do Szarloty – był to tzw. ostatni dzwonek, ponieważ winietki przyszły do nas dopiero w środę po południu, a wesele, przypominam, mieliśmy nie w sobotę, a w piątek. Miały być  tydzień szybciej, ale wniknęły jakieś opóźnienia. Być może spowodowane tym, że poprosiliśmy o małą modyfikację zamówienia, choć z drugiej strony wydaje mi się, że wszystko zamówiliśmy odpowiednio wcześnie tak, aby nie bawić się w składanie na ostatnią chwilę. Wyszło trochę inaczej. Nie wnikałam już w „co, jak i dlaczego” – byłam szczęśliwa, że w końcu doszły. W każdym bądź razie, z wszystkim zdążyliśmy : D